Hiend Audio, DIY, Hi-Fi, Stereo, Electronics site, for lovers of high-fidelity music reproduction. High-End Vacuum Tubes. Silicon. Do-It-Yourself Audio Systems. Schematics: amplifiers, speakers, horns, CD, DAC. Circuits, Topologies, Acoustics, Cables, Speakers, Voltage Regulators, Equipment Upgrades, Modifications, Problems, Solutions, Tips, Tricks. ------ Dla pasjonatów Hiend Audio, najwyższej wierności odtwarzania muzyki na sprzęcie budowanym, modyfikowanym samemu. Wiedza: elektronika, układy lampowe i krzemowe, wzmacniacze, głośniki, kolumny, tuby, DAC, kable, DIY, porady, sztuczki, problemy, rozwiązania, tor audio.

«

»

Dec 12 2014

Print this Post

Strategia sukcesu w DIY

Na co trzeba zwrócić uwagę przy uruchamianiu swojego pierwszego projektu DIY?
{czytaj: Di-Aj-Łaj, czyli “zrób to sam”}

Na zaprzyjaźnionym forum pojawił się nowy kolega.  Wraz z nowym kolegą pojawił się nowy wpis. Z wielką ciekawością przeczytałem jego pierwszy post, numer seryjny “00001″.  W poście tym wzmiankuje że buduje, składa, swój pierwszy projekt DIY.

No i w tym miejscu pada bardzo rozsądne pytanie – jak na wstępie.

Pytanie tak naprawdę ma zaszyte w sobie drugie dno, bo dotyczy w zasadzie czegoś o wiele głębszego, czyli metodyki, czy nawet filozofii i dyscypliny.

Pytanie dotyczy strategii sukcesu.

” … Na co trzeba zwrócić uwagę przy uruchamianiu samodzielnie zmontowanego wzmacniacza? … Czy trzeba regulować jakies napięcia? … Czy po prostu polutuję wszystkie elementy, podłączę do prądu i wszystko będzie działać? … ”

To są wszystko bardzo dobre pytania. Pytania o strategię sukcesu.

Na forach dyskusyjnych często się zdarza tak, że taki nowo zarejestrowany użytkownik nie otrzymuje zbyt wiele uwagi, czy poważania, czy odpowiedzi.  Widzę, jak kolega siedzi i czeka na zmiłowanie, żeby mu ktoś zainwestował w niego swój prywatny czas, coś mu poradził, pomógł.

A tak w ogóle to rzecz się tyczyła następującego sympatycznego, w miarę prostego schematu:

Canamp

No więc odpisałem.  Naszła mnie nagła, nieodparta ochota, żeby podzielić się z nim moimi jakimiś tam doświadczeniami.  Być może trafne, być może nie, ale zawsze jakieś. Trochę się już w tej elektronice i w tym majsterkowaniu grzebię, więc można rzec, że mam jakąś swoją filozofię, procedurę, czy receptę na postępowanie przy tego typu majsterkowaniu i przy tego typu projektach.

Na wstępie zauważyłem, że obok schematu jest zamieszczona fotografia już w zasadzie w pełni polutowanej płytki.  Nic tylko … włączyć … i patrzyć czy się dymi, a potem przez miesiąc zastanawiać się co się spaliło najpierw, a co potem, no i oczywiście złowieszcze pytanie: “Dlaczego?”

Tak więc postanowiłem wyciągnąć pomocną dłoń.  No a przy okazji nagadałem się co nieco.

A odpisałem mu tak:

Czy ma być sympatycznie, czy szczerze ?

Spróbuję szczerze:

Ja … już kilka wybuchów w mojej majsterkowanej elektronice spowodowałem, parę eksplozji widziałem, a te mnie trochę nauczyły pokory.

Pokora, szczególnie na początku, jest przesłanką sprzyjającą osiągnięcia sukcesu.

Co ciekawe, “pokora” jest czymś zupełnie obcym i niezrozumiałym dla początkującego majsterkowicza, który rzuca się w wiry i odmęty DIY z zapałem podobnym, jak młody rekin na pączki. Złoto dla zuchwałych zdaje się być jego dewizą …   Złoto?  A i owszem, mała fortuna w postaci niepotrzebnie i bezsensownie spalonych, czasem kosztownych elementów.

Na wstępie pytanie:  Czy masz, Drogi Majsterkowiczu, jakiś miernik uniwersalny?
Na początek w zupełności wystarczy nawet taki zwykły, najprostszy, za 10 lub 20 złotych, z okolicznego bazaru lub z alledrogo.

Powiem tak: Drogi majsterkowiczu!  Ja, jako człowiek pełen pokory ( a nie zawsze taki byłem !!!) spróbowałbym do tego “jeża”, do tego projektu, podejść w taki oto sposób.

Po pierwsze i przede wszystkim: Jeśli włożyłeś op-ampa w podstawkę – to go WYJMIJ.  Op-amp – włożysz na końcu, jak będziesz miał pewność, że wszystkie inne elementy z otoczenia tego op-ampa są prawidłowo zestawione i gotowe na jego przyjęcie.  Op-ampy bywają czasami kosztowne, szczególnie te lepszej jakości, więc nie chcesz go nieopatrznie z dymem puścić.

Zastosowałbym w tym projekcie następujące zasady:

1: Nigdy, ale to prze-nigdy bym nie montował od razu całego układu ( … A Ty, drogi majsterkowiczu, właśnie złamałeś tę moją kardynalną zasadę.  To mnie zainspirowało do napisania tego artykułu …)

2: Zawsze zaczynam od “końca strony”, czyli od zasilacza.

3: Zawsze dodaję małymi inkrementami, małą liczbę elementów – minimalnie możliwą ich ilość, najmniejszą możliwą jednostkę funkcjonalną, najmniejszy logiczny “klocek”, czy moduł. Taki mały, jaki tylko można sensownie wyodrębnić. Po dodaniu tego małego inkrementu, “kroku procesowego” – od razu krzyczę, niczym w pokerze: “Sprawdzam”.  Od razu testuję ten mały inkrement. Ten nowododany element. Być może dwa, trzy lub co najwyżej cztery nowo-wlutowane elementy. Podłączam je do prądu i sprawdzam, czy poprawnie działają.

4: Każde uruchomienie, niezależnie, czy to jest wzmacniacz na lampie radionadawczej pracującej na napięciach powyżej 2000V, czy jakaś pchełka, jakiś najmniejszy możliwy mały projekt – zawsze je uruchamiam na specjalnym, “bezpiecznym” przedłużaczu. Na przedłużaczu który jest zaopatrzony przynajmniej w wyłącznik różnicowo-prądowy, 30mA, B6, a najlepiej jeśli jeszcze dodatkowo będzie ten przedłużacz “odseparowany od sieci” za pośrednictwem transformatora separującego. Transformatora bezpieczeństwa, takiego z 230V na 230V. To jest taka mała rzecz, a cieszy. Może życie uratować. Jeśli nie wiecie o co chodzi, to zajrzyjcie tutaj:

http://hiend-audio.com/2014/11/02/disclaimer-safety-liability

A zatem, szanowny Majsterkowiczu, oto jest konkretny tok postępowania, krok po kroku:

a). Wlutuj w płytkę drukowaną jeden jedyny, pierwszy i jak na razie ostatni, element: transformator. Sprawdź i upewnij się że go lutujesz “uzwojeniem wysokonapięciowym” w kierunku gniazdka sieciowego, a nie odwrotnie. Załóż okulary. Tak, Ochronne. Włącz to do przedłużacza na 3 sekundy (tego “bezpiecznego”). Jeśli widzisz dym i topiący się plastik, to (spokojnie, to tylko awaria): wyłącz, zweryfikuj czy nie pomyliłeś uzwojenia pierwotnego z wtórnym, po czym weź kolejny (jeszcze niespalony) transformator – i spróbuj jeszcze raz.

b). Jeśli nic się nie dymi i nic się nie topi, to ponownie podłącz moduł do prądu. Weź swój miernik uniwersalnym, ustawiony np. na zakres 200V AC i sprawdź, jakie masz napięcie na wtórnym uzwojeniu tego trafa. Jeśli to jest coś w okolicach 9V AC do 10 V AC – to dobrze. Nie przejmuj się, jeśli to jest ciut więcej niż piszą na etykiecie. To jest normalne, bo podają napięcie uzwojenia obciążonego, a Ty mierzysz teraz “na pusto”, bez obciążenia, więc będzie ciut wyższe.

c). Jeśli jest napięcie AC takie jak trzeba – to Uff! – udało się. Krytyczną część wysokonapięciową masz już teraz za sobą, zamkniętą i w miarę pod kontrolą. Teraz w kolejnych krokach przystąpisz do dłubania w bezpieczniejszej części niskonapięciowej….

To jest ten moment, w którym należy się udać do lodówki i pobrać puszkę dobrego piwa lub też udać się do barku i pobrać butelkę dobrego wina.  Tak. Świętujesz Majsterkowiczu. Twój pierwszy mały krok. Twój pierwszy mały sukces. Każda, nawet najdłuższa podróż, zawsze się zaczyna od pierwszego kroku (Stare przysłowie chińskie).

d). Wlutuj diody D1..D4 oraz kondensator C9 oraz C10.  Upewnij się, że masz je wlutowane “plusami do plusów” i “minusami do minusów”. Zwracaj uwagę na polaryzację. Odwrotna polaryzacja elektrolita spowoduje zniszczenie i/lub eksplozję takiego kondensatora. Załóż okulary ochronne. Włącz zasilanie. Sprawdź, zakresem np 20V DC, że na każdym z tych kondensatorów masz napięcie pierwiastek_z_dwóch razy wyższe od tego co zmierzyłeś w punkcie b).
Na moje oko to powinno być na każdym z nich coś około 13 do 14V DC. Jeśli tyle stwierdziłeś na każdym z nich, z “plusem na plusie” i z “minusem na minusie” – to odniosłeś kolejny mały sukces. {Wiesz już, co się robi w takiej sytuacji :) }

e’). Dolutuj “istniejące na schemacie” elementy: rezystor R13 prim oraz LED prim. Jeśli LED nie będzie świecił, to go zamień, odwróć nóżkami, bo jest “do góry nogami”. Załącz zasilanie i sprawdź że świeci poprawnie. Jeśli nie świeci – weź miernik i sprawdź, czy jest na nim około od 1V do 3V.  Jeśli jest, a w obu kierunkach LED nie chce świecić, to znaczy że jest zepsuty. Spaliłeś go, gdyż niektóre ledy mają bardzo niskie napięcie przebicia w kierunku “wstecznym”. Nawet te kilkanaście wolt z tego zasilacza mogło go uszkodzić. Nic się nie stało. Weź kolejny z paczuszki i wlutuj, tym razem z poprawną polaryzacją.

e”). Dolutuj “NIE-istniejące na schemacie” elementy: rezystor R13 bis oraz LED bis. Nie-istniejące? Zaiste, tak. Albowiem tutaj wprowadziłeś swoje pierwsze ulepszenie do istniejącego schematu. Wprowadziłeś dodatkową sygnalizację, która mówi o tym, że również ta “ujemna” szyna zasilania działa poprawnie.  Warto jest wizualnie mieć potwierdzenie że pewne ważne dla układu bloki funkcjonalne pracują prawidłowo. Tym razem lutujesz te elementy “symetrycznie odwrotnie” – LED z odwrotną polaryzacją, bo tym razem skierowany “do” szyny ujemnej. Jeśli LED nie będzie świecił, to go odwróć bo zapewne jest do góry nogami. Załącz zasilanie i sprawdź czy świeci poprawnie.

Punkt e”). jest opcjonalny. Chciałem, drogi Majsterkowiczu, tylko uzmysłowić tutaj, że nawet w takim małym projekcie, takim małym schemaciku, można również coś czasem dodać od siebie, coś “pokombinować”. Ale jak nie wiesz co robisz, to lepiej nie kombinuj. Kombinuj tylko wtedy, gdy wiesz “jak”.

f). Dolutuj C5-C8.  Dolutuj C11-C13. Dolutuj R11-R12. Sprawdź dwoma szeregowo połączonymi żaróweczkami samochodowymi (tablicowymi – te takie małej mocy, do podświetlenia tablicy rozdzielczej), czyli żaróweczką “złożoną”, 12V+12V=24V, że: napięcie +U1 świeci tak samo mocno,  jak Napięcie -U1. Następnie sprawdź, że napięcie +U2 świeci o wiele słabiej od +U1, oraz że napięcie -U2 świeci o wiele słabiej od -U1, natomiast oba napięcia: -U2 oraz +U2, świecą tak samo intensywnie (choć oba słabiej niż te U1).

g). W punkcie jak wyżej – chciałem tylko zasugerować, że testować układy można na wiele różnych, czasem nietypowych i/lub prostych i/lub dziwacznych sposobów.

h). Wlutuj T1, R5 i R4. Napięcie w skrzyżowaniu tych elementów powinno być “nijakie”, czyli nieokreślone, czyli byle-jakie, bo nie ma żadnego wysterowania na bazie tego tranzystora w tym momencie (bo nic innego przecież jeszcze nie wlutowałeś !@!!,  więc jego baza wisi w powietrzu).

i). Podaj drucikiem napięcie z za opornika ledowego, R13, tego z gałęzi dodatniej, czyli napięcie ( o limitowanym wydatku prądowym!)  ”z czubka LED’a”, na bazę tranzystora T1. Spróbuj potwierdzić, że tranzystor mocno przewodzi – napięcie na skrzyżowaniu jak w punkcie h). powinno być teraz istotnie dodatnie.

j). Opcjonalnie: podaj drucikiem napięcie z za (nieistniejącego) opornika ograniczającego prąd w (nieistniejącym) ledzie “bis” – tym opcjonalnym z gałęzi ujemnej, czyli napięcie z czubka leda bis. Spróbuj potwierdzić, że tranzystor NIE przewodzi. Napięcie na skrzyżowaniu jak w h). powinno być teraz istotnie ujemne.

k). po wykonaniu tych testów – możesz przypuszczać, że tranzystor T1 działa poprawnie.

l). wlutuj wszystkie pozostałe elementy kanału lewego, które stanowią jako grupa “pojedynczą logiczną jednostę funkcjonalną”. Zanim włożysz op-ampa do podstawki – sprawdź, czy nie wkładasz go “do góry nogami”.

Czynność wkładania op-ampa wymaga dodatkowego komentarza. Włożenie op-ampa jest równoznaczna z “zamknięciem pętli sprzężenia zwrotnego” w tym module. To “zamknięcie” następuje poprzez opornik R3 (i odpowiednio: R8).

Majsterkowiczu, pamiętaj, że cała filozofia op-ampa polega na tym, że on zrobi absolutnie WSZYSTKO, aby te jego wejścia, nogi “2″ i “3″ miały dokładnie to samo napięcie, czyli ZERO różnicy. Pamiętając o tym, możesz sobie ten układ dość łatwo przeanalizować. Na op-amp nodze “3″ MUSISZ mieć napięcie masy. Tako rzecze Zaratustra (czyli opornik R1). A zatem, noga op-ampa nr “2″ również po prostu MUSI mieć na sobie zero wolt. Przecież przez kondensator C2 “nic” (w sensie prądu stałego!) nie popłynie. A skoro żaden prąd DC tutaj nie płynie, to po obu stronach opornika R3 masz to samo napięcie, bo żaden prąd DC przez ten opornik R3 również nie popłynie. Po prostu nie ma “innej drogi”. Dlatego właśnie na wyjściu tego wzmacniacza “MUSI” być zero wolt DC.

m). Przed podłączeniem słuchawek, sprawdź napięcie w punktach “Emiter tranzystora” dla kanałów L oraz P. Upewnij się, że napięcie stałe w tych punktach jest blisko 0V. “Blisko” oznacza tutaj dopuszczalny poziom odchyłki na poziomie pojedynczych milivoltów (Dzięki artw!)

n). Podaj sygnał na wejście tego układu – podłącz słuchawki i powiedz czy coś słychać. Układ powinien ruszyć od kopa.

o). Spróbuj jak działa potencjometr. Jeśli przygłaśnia nierównomiernie, to albo jest liniowy (a powinieneś był kupić logarytmiczny!), albo też jest co prawda logarytmiczny, ale musisz zamienić miejscami skrajne końcówk: wejściową przenieś na masę, a z masowej zrób wejściową.  W potencjometrze “logarytmicznym” ma to znaczenie, te skrajne końcówki nie są “jednakowe”.

p). Jeśli nie słychać – to szukaj błędów montażowych w ostatnio dodanym bloku funkcjonalnym.

q). Jeśli słychać dźwięk poprawnie, niezniekształcony i z prawidłowo reagującą siłą głosu, to podobnie  zmontuj elementy kanału prawego, powtarzając całość procedury od h). do q).

r). Zacznij słuchać muzyki.

Ostatnia Uwaga:

NIGDY, prze-NIGDY, nie lutuj jednym hurtowym rzutem na taśmę wszystkich elementów do płytki. Rób małymi krokami. O wiele szybciej uzyskasz pozytywny rezultat. O wiele mniej frustracji. Metodyczne inkrementalne podejście daje Ci sukces prawie gwarantowany. Podejście “hurtowe” to jest takie trochę nonszalanckie. Szczególnie u początkującego.

Poza tym, Szanowny Majsterkowiczu, jest jeszcze jedna taka sprawa, z pogranicza para-psychologii:

*** MUSISZ *** w tym projekcie osiągnąć sukces. Nie ma innej opcji.

W przeciwnym razie powstanie skaza na Twoim Ego, na Twojej Elektronicznej Psychice – a co gorsza – Uraz i zadra do końca życia. Ten projekt MUSISZ zakończyć sukcesem.

Tak więc spokojnie i pokornie.

Stare chińskie przysłowie orzeka, iż nawet najdłuższa podróż – zawsze się zaczyna od pierwszego kroku.

Inne (mniej chińskie) przysłowie, orzeka, iż podczas długiej podróży – zawsze warto od czasu do czasu spocząć i odpocząć zdziebko. Zatrzymać się. Pomyśleć trochę. Przeanalizować. Nabrać dystansu do tego co już “za Tobą”. Przemyśleć sprawy, błędy. Zastanowić się nad obecnym (niedziałającym?) stanem rzeczy.  A przede wszystkim:

Wyspać się. Następnego dnia ze świeżym umysłem i spojrzeniem – podejść do wyzwania jeszcze raz.

Aha, na deser … Jak już to wszystko ruszy, to nadlutuj na ścieżkę masy dodatkowy kawał drutu miedzianego, taki o “słusznej” średnicy.  Grubości przewodu masowego – “nigdy nie za wiele”.

Twój CENTRALNY PUNKT MASY CZYSTEJ – znajduje się pomiędzy kondami C5 oraz C6.

Twój CENTRALNY PUNKT MASY BRUDNEJ – znajduje się pomiędzy kondami C9 oraz C10.

Ekran (“masa”) każdej z wtyczek RCA wejściowych powinien być połączony wprost (metodą na gwiazdę) pojedynczym, osobnym, grubym drutem do CPM Czystej.

Ekran (“masa”) wtyczki wyjściowej słuchawkowej powinna być połączona wprost (metodą na gwiazdę) pojedynczym, osobnym, grubym drutem do CPM Brudnej.

Tyle.

Życzę przyjemnego słuchania.

A już tak zupełnie na koniec: jeśli Ci się wydaje że “napięcie” w centralnym punkcie masy czystej jest “tym samym” napięciem, co napięcie w centralnym punkcie masy brudnej …. hmmmm …..

Są cuda na niebie i na ziemi, które się nie śniły Twoim filozofom. (… A te napięcia równie – nie są. Zapewniam Ciebie, że nie są, choć żadnym multimetrem tej różnicy nie stwierdzisz. Natomiast Twoje brumiące głośniki to stwierdzą :)  ).

Aha, jeszcze jedna bardzo ważna sprawa, zasada. Byłem wcześniej wzmiankowałem, że napięcie DC na wyjściu tego wzmacniacza będzie teoretycznie wynosiło zero wolt.

Teoretycznie.

(Kłamałem, albowiem…)

“.. Teoria różni się od praktyki tym, że teoretycznie to jest to samo,  a praktycznie – nie …”

A zatem: starannie sprawdź woltomierzem to napięcie DC, na wyjściu tego wzmacniacza, jeszcze przed podłączeniem Twoich drogich i cennych słuchawek. Stopniowo schodząc na coraz to niższe zakresy pomiarowe miernika. Zaiste, pojedyncze miliwolty odchyłki od napięcia zero wolt masy (brudnej) – to nie jest problem. Ale jeśli odchyłka będzie znaczna, np. kilkadziesiąt miliwoltów, lub o zgrozo kilkaset miliwoltów, to słuchawki na pewno nie będą zadowolone.

Trzymam kciuki za Twoje sukcesy przy pierwszym projektcie DIY, Drogi Początkujący Majsterkowiczu !

Z.

 

Permanent link to this article: http://hiend-audio.com/2014/12/12/strategia-sukcesu-w-diy/