Hiend Audio, DIY, Hi-Fi, Stereo, Electronics site, for lovers of high-fidelity music reproduction. High-End Vacuum Tubes. Silicon. Do-It-Yourself Audio Systems. Schematics: amplifiers, speakers, horns, CD, DAC. Circuits, Topologies, Acoustics, Cables, Speakers, Voltage Regulators, Equipment Upgrades, Modifications, Problems, Solutions, Tips, Tricks. ------ Dla pasjonatów Hiend Audio, najwyższej wierności odtwarzania muzyki na sprzęcie budowanym, modyfikowanym samemu. Wiedza: elektronika, układy lampowe i krzemowe, wzmacniacze, głośniki, kolumny, tuby, DAC, kable, DIY, porady, sztuczki, problemy, rozwiązania, tor audio.

«

»

Feb 26 2015

Print this Post

Najpierw żarzenie, a potem anodowe, ale czy zawsze ?

Ostatnio kolega zapytał mnie o kwestii sekwencji załączania anodowego wraz z żarzeniem, na nierozgrzanych lampach mocy, i czy jest sens rozdzielać czasowo załączenie żarzenia od anodowego, no i jak to wygląda “czasowo” dla dużej lampy mocy.
Tutaj podał kilka przykładów lamp bezpośrednio żarzonych oraz pośrednio żarzonych.
No więc odpowiadając krótko:
To wygląda “dziwnie”.
Dziwnie o tyle, że jeśli dysponujemy lampą bezpośrednio żarzoną DHT, czyli taką, w której włókno żarnika jest jednocześnie zarazem i katodą, to takie włókno, wbrew pozorom, ma dość małą “masę” termiczną i dość szybko się rozgrzewa.
Zaryzykuję wręcz stwierdzenie, że pod względem “temperatury katody”, to te moje GU80 są “gotowe do pracy” już po 3 sekundach.
Natomiast jest Inną sprawą oczywiście, że cała ta wielka lampa jest jeszcze po prostu “fizycznie zimna”, więc gra trochę jak kibel na dworcu centralnym, przynajmniej aż do momentu, gdy anoda się rozgrzeje i ustabilizuje temperaturowo, lub przynajmniej choć trochę się podgrzeje, tak przynajmniej przez pierwsze 2 minuty od załączenia, aby przynajmniej sprężynki i wsporniki przestały brzdąkać, trzaskać, mruczeć i kwękać. Tak, brzdąkać akustycznie / mechanicznie.
U mnie to po prostu słychać odgłosy metalu zmieniającego rozmiar.O ile kojarzę poprawnie, to zarówno typu GM70, czy 833A to są również lampy bezpośrednio żarzone, DHT, czyli sytuacja podobnej do tej jak wyżej.Inna sprawa natomiast w przypadku lampy POŚREDNIO żarzonej, typu KT88, lub podobne.

Tutaj mamy fizycznie odrębny żarnik, wsunięty w tulekę katody, oddzielony czasem jakąś ceramiką, izolacją, o jakiejś określonej masie. Tutaj mamy katodę pośrednio żarzoną.
Co więcej, katodę pokrywaną specjalnymi i wrażliwymi warstwami tlenków, które mają zwiększyć jej emisję, czyli skłonność do uwalniania elektronów. Z racji na fakt, że ona nie osiąga tak wysokiej temperatury, jak wolframowe włókno lampy DHT, tutaj mamy wręcz REALNE RYZYKO.
Ryzyko Niszczycielskiego Bombardowania.
Cathode Poisoning 2
Bombardowania wrażliwych tlenków umieszczonych na powierzchni tej katody, jeszcze nierozgrzanej katody, za pomocą ciężkich (dodatnich!) jonów gazu. Jakiego gazu ? Ano resztek gazu, który nie został całkowicie wyssany czy wypompowany z tej lampy, gdy była produkowana. Nie ma czegoś takiego, jak próżnia absolutna.Gdy katoda już się rozgrzeje, a na przykładzie EL34 wiem że to realnie potrwa około od 1 do 2 minut, gdy już naprawdę świeci kolorem słusznie pomarańczowym i to zaczyna po ludzku grać, to taka gorąca katoda wytwarza obłok.
Chmurkę.
Poduszkę.
Ujemny ładunek przestrzenny składający się z fruwających sobie luzacko elektronów.Ta poduszka / chmurka / ujemny ładunek przestrzenny jest bardzo ważna, albowiem skutecznie hamuje dodatnie jony i zniechęca je od bombardowania katody.
Dodatnie jony gazu zostają skutecznie zatrzymane i unieszkodliwione przez ujemny ładunek przestrzenny poduszki, chmurki, znajdującej się w bezpośrednim otoczeniu rozgrzanej katody.
A te dodatnie jony, są mocno wkurzone.
Czasami aż do tego stopnia, że czasami aż się świecą ze złości.Czyli reasumując:
W momencie WŁĄCZANIA wzmacniacza – staramy się unikać przykładania wysokiego potencjału dodatniego do anody, zanim nie rozgrzejemy należycie katody. Nie rozpędzamy pocisków armatnich w kierunku katody, gdy ta wciąż czeka na swoją chmurkę, poduszkę / na dostawę amunicji, celem przeprowadzenia kontr-ataku.
To tak patrząc od “przodka”.Ale trzeba na to też spojrzeć od “tyłka”.
W momencie WYŁĄCZANIA wzmacniacza – staramy się unikać sytuacji, w której katoda “już wystygła”, a na super-hiper-przewymiarowanych kondensatorach filtra zasilacza anodowego wciąż nam pozostaje dość wysokie, “resztkowe” napięcie anodowe, czyli potencjał dodatni na anodzie, podczas gdy realnie katoda JUŻ NAM WYSTYGŁA.
Nie rozpędzajmy pocisków armatnich w kierunku katody, gdy ta już wystrzelała się z amunicji i utraciła swoją poduszkę ochronną, swoją zdolność do obrony.Ta druga kwestia (wyłączania) jest nawet chyba ważniejsza od kwestii pierwszej (włączania), bo skądinąd wiadomo, że niektórzy audiofile (np. ja), stosują zasadę brutalnej siły, więc pakują nie wiadomo ile kondów do filtrowania anodowego.  Przykładowo: Pierdyllion mikrofaradów.
Jeśli nie będziemy ostrożni, to od przerostu tego dobrobytu … tymi wielkimi kondami anodowymi – po prostu strzelimy sobie w kolano, czyli w zimną katodę.Najprostszym “rozwiązaniem” tego wyzwania by było po prostu zrobienie dwóch niezależnych wyłączników:
a). dla żarzenia i
b). dla anodowego.
Każdy oczywiście obwód ze swoim własnym soft-startem.No bo zastanówmy się: O możliwe jest, za pomocą  wyrafinowanego układu timera, zaawansowanego układu sekwencji czasowych (jak np. ten prosty układ Pana Rozenek, na bazie trzech timerów NE555),  skuteczne kontrolowanie sekwencji ZAŁĄCZANIA, …

To w momencie dzikiego WYŁĄCZANIA wzmacniacza (np. wtyczką z kontaktu) - panuje tzw. Wolna Amerykanka. Nie mamy tutaj nad zachodzącymi zjawiskami ŻADNEJ kontroli.
Dlatego właśnie zastanawiam się, czy pomimo tych wszystkich super fikuśnych timerów i układów fiku miku, które się koncentrują się jedynie na procesie ZAŁĄCZANIA …. czyli tylko na jednej stronie medalu, czy mimo wszystko nie jest po prostu lepiej, prościej i rozsądniej zrobić dwa niezależne wyłączniki:a). Podsystemu żarzenia
b). Podsystem anodowego.Przy WŁĄCZANIU wzmacniacza – obowiązywać będzie sekwencja załączania:

Najpierw a), a po dwóch minutach – dopiero ząłączymy b).
Przy WYŁĄCZANIU wzmacniacza – obowiązywać będzie sekwencja ODWROTNA:
Najpierw wyłączamy b), poczekamy aż muzyka całkowicie ucichnie, i dopiero wtedy wyłączymy a).Aby nadać temu odpowiednią perspektywę i “urealnić” ten problem:
Niektóre moje wzmacniacze grają nawet od 1 do 3 minut po wyciągnięciu wtyczki z kontaktu.
Pozdrawiam,
Ziggy.
P.S. Ten wzmiankowany Układ Pana Rozenk’a macie tutaj:
http://www.rozenek.com/zasilanie-lampy-mocy-uklad-czasowy-na-ne555/

Permanent link to this article: http://hiend-audio.com/2015/02/26/najpierw-zarzenie-a-potem-anodowe-ale-czy-zawsze/