Hiend Audio, DIY, Hi-Fi, Stereo, Electronics site, for lovers of high-fidelity music reproduction. High-End Vacuum Tubes. Silicon. Do-It-Yourself Audio Systems. Schematics: amplifiers, speakers, horns, CD, DAC. Circuits, Topologies, Acoustics, Cables, Speakers, Voltage Regulators, Equipment Upgrades, Modifications, Problems, Solutions, Tips, Tricks. ------ Dla pasjonatów Hiend Audio, najwyższej wierności odtwarzania muzyki na sprzęcie budowanym, modyfikowanym samemu. Wiedza: elektronika, układy lampowe i krzemowe, wzmacniacze, głośniki, kolumny, tuby, DAC, kable, DIY, porady, sztuczki, problemy, rozwiązania, tor audio.

«

»

Nov 04 2015

Print this Post

Najjaśniejsza Królowa: GM-70.

Lampa próżniowa GM-70 to jest bardzo specyficzna lampa, będąca przedmiotem kultu i marzeń każdego audio-majsterkowicza.

GM-70

Każdy, kto kiedykolwiek wsiadł do pociągu o nazwie “Wzmacniacze lampowe własnej konstrukcji” – już od zarania marzy o zbudowaniu wzmacniacza na tej właśnie lampie. Każdy, kto zaczyna dziergać nieśmiałe niemowlęce konstrukcje, pierwsze kroki rodem z EL84, czy nawet EL34 … każdy ma kiedyś taki etap na ścieżce swojego DIY Audio rozwoju, audio-samoświadomości, czy może raczej ego-rozwoju – każdy obiecuje sobie, że jak już będę duży i “dorosnę” – to zbuduję sobie SET na GM-70.

Wzmacniacza typu SET, czyli “Single Ended”, gdzie pojedyncza lampa elektronowa napędza całą końcówkę mocy w danym kanale. Pojedyncza lampa, wysokonapięciowa, której anoda jest bezpośrednio spięta z głośnikowym transformatorem wyjściowym.

Dlaczego SET ?

W ciągu ostatnich 15 lat, wzmacniacze triodowe klasy Single Ended (SET) zyskały poważanie i szacunek w kręgach audiofilskich oraz high-end.

To samo w sobie jest dość ironiczne, jeśli wręcz nie groteskowe, jeśli weźmie się pod uwagę, że przeszło 60 lat temu taka architektura stopnia wyjściowego była powszechnie uważana za mierną, nadającą się wyłącznie w celu realizowania niedrogich, czy wręcz ekonomicznych projektów, wzmacniaczy małej mocy.

Jednak czasy się zmieniły. Obecnie uznaje się, że konstrukcje bazujące na pojedynczej lampie mocy, bezpośrednio żarzonej, są w stanie doskonale wypełnić przestrzeń muzyczną treścią. Co więcej, uznaje się, iż tego typu konstrukcje potrafią krytycznie precyzyjnie odwzorować tak zwany pierwszy, czyli NAJWAŻNIEJSZY wat mocy. Ten pierwszy wat, który jest właśnie odpowiedzialny za uzyskanie prawidłowego ukształtowania kilku różnych czynników, które mają kluczowe znaczenie dla zapewnienia realizmu w reprodukowanym przekazie muzycznym. Kwestii takich jak poczucie przestrzenności 3-D, lepsze przybliżenie się do ideału, będącego utożsamianego z witalnością i życiem, jakim tętni prawdziwe wystąpienie muzyków na scenie.

Wzmacniacze wagi “lekkiej” (tzn. lekkiej pod względem użytkowej mocy, bo pod względem kilogramów to one wcale lekkie nie są …) są najczęściej konstruowane w oparciu o popularne triody 2A3 lub 45. Tego typu konstrukcje wymagają głośników o ultra wysokiej czułości, a do tego starannie dopasowanych pod względem impedancji. Tymczasem, nawet typowy zestaw, bazujący na lampie 300B jest w stanie wykrzesać z siebie nie więcej jak osiem watów, będzie Wam bardzo wdzięczny, jeśli pożenicie go z kolumnami, które cechują się efektywnością przynajmniej na poziomie 95 dB / Wat / metr.

GM-70 b

Dla niewtajemniczonych: Parametr ‘Efektywność’, czyli angielskie pojęcie ‘Sensitivity’, jest miarą skuteczności kolumny głośnikowej, rozumianej jako zdolność do możliwie jak najlepszego wykorzystania mocy, jaka jest doprowadzona do jej zacisków. Tak konkretnie, to określa on, jak dany zestaw głośnikowy potrafi wydajnie przetworzyć jeden pojedynczy wat mocy muzycznej na poziom “hałasu”, określony w decybelach, a mierzony w odległości jednego metra na wprost od czoła tej kolumny.

Różne konstrukcje kolumn głośnikowych mogą się cechować bardzo różnymi wartościami tego parametru.

Są kolumny, które potrafią zagrać bardzo głośno, przynajmniej w percepcji słuchacza, pomimo iż dostarcza się na ich zaciski całkiem niewielki sygnał ze wzmacniacza. To właśnie tego typu zestawy są mocno preferowane w kontekście doposażenia dla wzmacniaczy typu SET, wzmacniaczy cechujących się przecież bardzo ograniczoną mocą wyjściową.

Z kolei istnieją też kolumny głośnikowe o bardzo niskiej efektywności. Jeśli dany zestaw kolumn głośnikowych, powiedzmy zestaw “B”, cechuje się efektywnością np. 85 dB/W/m, podczas gdy zestaw “A” cechuje się efektywnością np. 95 dB/W/m, to oznacza nie mniej, nie więcej, jak to, że dla osiągnięcia porównywalnego poziomu “nagłośnienia”, czy też postrzeganej “głośności” w danym pomieszczeniu, zestaw “B” będzie wymagał aż dziesięciokrotnie większej mocy wzmacniacza, jak zestaw kolumn “A”. W świetle powyższego oczywistym jest, iż właściciele wzmacniaczy typu SET powinni raczej wystrzegać zestawów głośnikowych o niskiej efektywności, jeśli w ogóle chcieliby cokolwiek … usłyszeć.

Zaiste, niektórzy projektanci, którzy byli bardzo niezadowoleni z ograniczeń, jakie są nieuniknione w przypadku klasycznej architektury typu SET, podjęli wysiłki w celu zbadania możliwości, jakie są oferowane przez duże triody mocy, takie jak modele 211 czy 845.

Niektórzy z tych projektantów polubili wtenczas rosyjską triodę model GM-70, która jest w rzeczywistości nieco podrasowaną, bardziej wypasioną wersją lampy RCA 845. GM-70 to jest taka 845 na super sterydach.

Jest to ogromna trioda mocy, której grafitowa anoda jest w stanie rozpraszać zawrotną moc, maksymalnie nawet do 125 watów. Wystarczy załączyć wzmacniacz, a żarniki wykonane z włókna wolframowego powlekanego torem rozbłysną jasnożółtym, intensywnym światłem, niczym żarówki.

Budując wzmacniacz SET na bazie GM70, można uzyskać istotnie większą moc wzmacniacza. Niektórzy nawet wręcz twierdzą, że niemal dwukrotnie większą moc, jak w przypadku tej, która jest możliwa do osiągnięcia w przypadku typowych lamp 845.

No cóż, wszelkie twierdzenia insynuujące 50 Watów mocy użytkowej, to można włożyć między bajki. To z racji na całkowite zniekształcenia harmoniczne, które w tych warunkach osiągnęłyby całkowicie nieakceptowalny poziom już znacznie powyżej 10%. Gdyby przyjąć ograniczenie mocy podług bardziej rozsądnej (acz nadal olbrzymiej) wartości zniekształceń na poziomie 5% THD, to realna moc znamionowa, jaką można osiągnąć stosując architekturę SET, z zastosowaniem lampy GM-70, wyniesie około 30 W.

GM-70 c

Dlaczego GM-70 ?

Z czego ten swoisty kult GM’ki wynika? O jednoznaczną odpowiedź jest trudno, gdyż w grę może wchodzić wiele czynników. Po pierwsze, lampa próżniowa o oznaczeniu GM-70, niegdyś produkowana w Związku Radzieckim w zakładach Ulianov, jest tak naprawdę wyposażona w najbardziej zaawansowane zdobycze technologiczne Rosji z tamtego okresu. Jest po prostu zbyt “dobra”, aby jej nie użyć. Jest większa i mocniejsza od swoich zachodnich kuzynów, a przy okazji tak mocna i trwała, iż wydaje się czasem, że po prostu niezniszczalna. W magazynach powojskowych w Rosji i na Ukrainie zalega ich bardzo wiele, a zatem nie ma ryzyka, że ich zabraknie w podaży w najbliższej przyszłości. Tym bardziej, że niewielu producentów wzmacniaczy używa tej lampy. Wydaje się, że GM-70 jest Królową wszystkich triod, ale branża audio – zdaje się tego wcale nie zauważać. GM70 była wytwarzana w oparciu o najnowsze technologie, jakie były wtenczas dostępne w Rosji i to właśnie dlatego może ona prześcignąć swoją konkurentkę 845, ot, choćby w takich kwestiach, jak na przykład:

Niezawodność

Lampa ta jest wyjątkowo solidnie wykonana. Dostępna jest zarówno w wersji z anodą grafitową, jak również w wersji z anodą miedzianą. W przypadku anody miedzianej, istnieje naturalna techniczna możliwość, aby ta anoda była solidnie przyspawana do prętów wsporczych, które w pewny sposób doprowadzają napięcie i prąd z cokołu lampy do tej krytycznej elektrody. W przypadku anody grafitowej, lampa ta, podobnie jak i wiele innych wyposażonych w elektrodę grafitową, musiała zmierzyć się z problemem zapewnienia pewnego styku elektrycznego pomiędzy metalowymi prętami wsporczymi a samym korpusem grafitowej anody. Znane są przypadki, gdzie w zachodnich lampach to miejsce styku jest niedopracowane, czego skutkiem mogą być ewentualne szumy, czy raczej szmery, wynikające ze zjawisk powierzchniowych oraz mikro-niekontaktów, czy iskrzenia, na delikatnej powierzchni styku.

W przeciwieństwie jednak do niektórych modeli zachodnich, GM-70 z grafitową anodą ma specjalne rozwiązanie konstrukcyjne, gdzie mocne metalowe blachy sprężynowe zapewniają skuteczny kontakt z korpusem grafitowym.

A tak w ogóle, to pod względem parametrów technicznych, GM-70 przewyższa niejedną lampę zachodnią.

Moc

Maksymalna moc, jaka może być rozpraszana na anodzie GM-70 to jest 125 Watów w klasie A. Dla porównania, skądinąd “mocna”, popularna i znana lampa 845, pracując w klacie A, może osiągnąć co najwyżej 75 Watów.

Możliwa do uzyskania moc wyjściowa, z wykorzystaniem pojedynczej lampy GM-70, wynosi uczciwe 43 Waty, przy napięciu zasilającym na poziomie 1200V. Porównywalna zachodnia lampa 845 pozwala uzyskać jedynie 22 Waty, gdy jest zasilana z porównywalnego napięcia.

Napięcie anodowe

Generalnie lampa GM-70 jest lampą, która “kocha” wysokie napięcia. Wystarczy spojrzeć na charakterystykę anodową tej lampy, a od razu rzuca się w oczy, iż najbardziej liniowy obszar pracy ewentualnego obciążenia, wrysowanego na przebiegach charakterystyk anodowych tej lampy, wypada właśnie przy stosunkowo wysokiej impedancji obciążenia oraz przy względnie wysokich napięciach anodowych.

Obniżone napięcie anodowe – jako dopuszczalna opcja

Jednak powiedziawszy powyższe, nie chcę bynajmniej sugerować, iż jest to lampa, która “musi” być zasilana z bardzo wysokich napięć. Otóż wcale nie musi. Lampa GM-70, jeśli skłonni jesteśmy nieco poskromić swoje ambicje i przehandlować, czy raczej zrezygnować z pewnej dodatkowej użytkowej mocy, odpuścić nieco na naszych ambitnych planach i z podkulonym ogonem świadomie zadowolić się nieco niższą mocą naszego nowo budowanego wzmacniacza, to okazuje się, iż

a). Minimalne wymagane napięcie anodowe, z gatunku jeszcze tych ‘rozsądnych’, przy których GM70 będzie działała jeszcze całkiem poprawnie, to jest raptem 800V. Wbrew pozorom jest to napięcie poniżej magicznej, a zarazem wysoce zabójczej liczby “1000″. Voltów.

b). Co bardziej ciekawe, na rynku kondensatory elektrolityczne są oferowane w typoszeregach napięciowych, przy czym najwyższe napięcia pracy typowo dostępnych i w miarę popularnych kondensatorów wysokonapięciowych wynoszą właśnie albo 400V DC albo 450V. Istnieje zatem teoretyczna możliwość, aby zbudować “stos” napięciowy z dwóch takich kondensatorów, powiedzmy 450V + 450V = 900V, a w oparciu o takie stosy napięciowe, w miarę komfortowo, a wręcz z nawet z lekkim zapasem, zbudować stosowne zasilacze wysokonapięciowe, z dobrą pasywną filtracją, a następnie obsługiwać ten poziom napięć zasilających, dostarczając to “minimalne” 800V do anody tej Królowej Lamp.

c). Oczywiście, to jest zawsze coś za coś. Mniejsze napięcie anodowe będzie niechybnie oznaczało mniejszą moc użytkową wzmacniacza. Być może minimalnie większy poziom zniekształceń, z racji na pracę w nieco mniej optymalnym obszarze charakterystyk anodowych. Tym niemniej są też i plusy takiego rozwiązania. Niewątpliwym plusem są minimalnie wyższe szanse na przeżycie, jeśli ktoś nie ma dyscypliny sapera i zamierza popełnić swój pierwszy i być może ostatni błąd.

d). Co więcej, przy takim “niższym” napięciu anodowym, nieco łatwiejszy będzie proces nawijania transformatora głośnikowego, gdyż mniejsze napięcie anodowe pozwala projektować transformator o mniejszej przekładni. Dlaczego to jest istotne? A dlatego, że transformator o mniejszej przekładni jest względnie łatwiej nawinąć, i mamy nieco lepsze szanse, iż ten transformator będzie miał w miarę porządne parametry, jak np. szerokie pasmo przenoszenia. Albowiem względnie “najtrudniej” jest nawinąć odpowiedniej jakości transformator audio, który będzie się cechował wysoką przekładnią zwojową. Więcej drutu, potencjalnie więcej pojemności pasożytniczych, więcej indukcyjności rozproszonej – słowem, więcej wyzwań technicznych. Każdy transformator wysokonapięciowy, o przekładni impedancji powyżej 10K : 8 Ohmów, to już jest w pewnym sensie ambitne wyzwanie. Zadanie, które owszem, jest możliwe do zrealizowania w sposób, który zapewni optymalne parametry gotowego produktu, ale niestety musi być wykonywane przez osoby niezwykle doświadczone. Taki transformator zazwyczaj bywa też nieco bardziej kosztowny, gdyż trudniej jest go wykonać.

Kompatybilność z innymi lampami, na przykład zachodnimi

No, z tą kompatybilnością, to tak trochę w kratkę jest, jak to z lampami. Owszem, istnieje teoretyczna możliwość, aby GM70 zagrała w każdym wzmacniaczu, który jest przystosowany do jakiejś zachodniej lampy, jak np. do 845. Jest jednak jedno “ale”. GM-70 cechuje się dość nietypowym napięciem żarzenia włókna katody, a zatem to nie będzie taka przekładka jeden do jednego. Adaptacji wymagać będzie cały obwód zasilacza żarzenia. Będzie on musiał być dostosowany do dostarczania nietypowego napięcia 20Volt , o wydatku prądowym niemały, bo aż 3A. Tak, proszę Państwa! Lampa GM-70 to taki Smok, który świeci, żeby nie powiedzieć, iż zionie ogniem. Światłem raczej. A owszem, sporo tego światła ta lampa generuje. Skoro mocy pobiera 20V x 3A, to znaczy, że w zasadzie świeci tak samo, jak tradycyjna żarówka o mocy 60 Watów. 60 Watów na kanał. Stereo, to już będzie świeciło 120 Watów. Całkiem sporo. Budując monobloki na bazie lamp GM-70, można spokojnie nie włączać w salonie kinkietów.

Mocniejsze żarzenie – czyli urokliwy kinkiet oświetleniowy

Żarniki lampy GM-70 są wykonane z dość grubego drutu z czystego toru. Po rozgrzaniu, włókno to świeci jasnym, nieco oślepiającym żółtym światłem. Niewiele jest innych lamp na świecie, co do których można by powiedzieć, iż tak intensywnie świecą. Przynajmniej w tej klasie mocy użytkowych (wykluczam segment dużych lamp radionadawczych).

W porównaniu do np. lampy 845, GM-70 pobiera dwukrotnie większą moc celem rozgrzania swojej bezpośrednio żarzonej katody. Co za tym idzie, świeci dwa razy mocniej – zupełnie tak, jak dwukrotnie mocniejsza żarówka w żyrandolu. Skądinąd wiadomo, iż większa moc na żarniku przekłada się na nieco większe temperatury oraz co za tym idzie, na większą zdolność do emitowania elektronów. Nic więc dziwnego, że GM-70 może prawidłowo działać nawet przy względnie niskich napięciach anodowych, np. 800V, czyli przy napięciach, przy których 845 nie potrafi zaśpiewać. Widać tutaj wyraźnie, iż GM70 jest w pewnym sensie “łatwiejsza” do użycia od 845, z racji na możliwość prawidłowej pracy przy względnie niższym napięciu.

GM-70 d

Duża mocy wyjściowa

Maksymalna, możliwa do osiągnięcia moc wyjściowa, bez przekraczania dopuszczalnych parametrów technicznych, w przypadku lampy GM-70 wynosi 43Waty w klasie A. Tyle możemy teoretycznie uzyskać, o ile zaaranżujemy punkt pracy dla tej lampy przy maksymalnych dopuszczalnych ustawieniach parametrów technicznych, w tym napięć, prądów, itp. Czy to jest rozsądne? To już jest bardziej kwestia egzystencjalna, być może filozoficzna.

Są nawet dostępne transformatory dla pracy GM-70 w trybie SE, które można pozyskać np. of firmy Lundahl. Kosztowna impreza. Natomiast warto zasygnalizować, że taka opcja w ogóle istnieje.

Są też dostępne specjalne gniazda, najlepiej wykonane z teflonu, które zapewnią w miarę dobrą izolacyjność i ochronę przed iskrzeniem wskroś pinów podstawy lampy, gdy ta jest zasilana tak wysokimi napięciami, oraz w warunkach dość wysokiej temperatury (no bo przecież przy tak wyśrubowanych parametrach – niechybnie rozgrzewa się o wiele bardziej!). A wysokie napięcia plus wysoka temperatura – to jest specyficzna mieszanka … podwyższonego ryzyka. Wystarczy trochę kurzu. Trochę wilgoci w powietrzu. Trochę brudu.

BUM !!!

Nawet jeśli dochowamy należytej staranności, oraz unikniemy tego wielkiego Bum!, to należy pamiętać, iż na moc traconą na żarniku, czyli na te 60W o których pisałem wcześniej, teraz dodatkowo nałoży się jeszcze moc tracona na anodzie. Teraz dopiero będzie ta lampka naprawdę świecić !

Cena!

Należy pamiętać, iż jest to lampa produkcji radzieckiej. A zatem istnieje realna szansa pozyskania tej lampy po cenach … wschodnich, a nie zachodnich. Bynajmniej nie twierdzę, że ona jest tania. Przynajmniej nie jest tania z punktu widzenia etatowca, który pracuje w “zwykłej robocie” od 09:00 do 17:00. Ale pozostaje jednak w “zasięgu” rozsądnych, niewygórowanych możliwości budżetowych. Ta cena to nie jest tak kosmiczna, tak ekscentryczna, jak w przypadku niektórych popularnych triod zachodnich, których ceny na eBay’u mogą sięgać nawet setek dolarów za sztukę.

Lampa bezpośrednio żarzona – uwaga na przydźwięk !

Jak przy każdej lampie bezpośrednio żarzonej, drażliwą kwestią, takim kłopotliwym pytaniem, które zawsze wisi niedopowiedziane w powietrzu, jest kwestia … przydźwięku sieciowego.

Brumu.

Wiadomo, włókno lampy jest wprost w ścieżce sygnału, bo pełni zarazem funkcję katody. Jednocześnie zaś to włókno trzeba jakoś rozgrzać. Istnieje zatem ryzyko, iż jeśli proces “grzania” tego włókna będzie realizowany z ‘hałaśliwego’ zasilania, to może ten hałas być odczuwalny w postaci przykrego przydźwięku bezpośrednio w kolumnach głośnikowych. Ten przydźwięk zostanie po prostu wzmocniony tak, jak gdyby był muzyką.

Na szczęście w przypadku lampy GM-70 sytuacja jest do opanowania. Znawcy tematu empirycznie stwierdzili, iż wystarczy wdrożyć zasilanie włókna żarnika z prostego obwodu niestabilizowanego, acz dobrze odfiltrowanego prostownika. Jeśli do tak zaaranżowanego zasilania żarzenia dodamy typowy potencjometr symetryzujący, jak to się zwykle czyni w przypadku żarzenia innych lamp prądem zmiennym, to w głośnikach powinno się, przy odpowiednim ustawieniu potencjometru symetryzującego, uzyskać martwą ciszę.

Dostępność

GM-70 to jest jeden z tych rzadkich światowych przypadków, gdzie lampa typu NOS wcale nie cechuje się wygórowaną ceną. Zaiste, w czasach zimnej wojny, Związek Radziecki naprodukował tych lamp, dla celów wojskowych, ze znaczną nadwyżką. One zalegają teraz w sowitych ilościach po różnych magazynach. Można mówić o względnie dużej dostępności. Zdecydowanie nie jest to lampa typu “Biały Kruk”, której ze świecą szukać.

Konstrukcja lampy GM-70

Te lepsze są wykonane w wersji z miedzianą anodą. Ma to tą zaletę, że miedź można zgrzać, zespawać na sztywno z prętem wsporczym, który stanowi konstrukcję nośną dla tej bądź co bądź masywnej anody. Możliwość zapewnienia pewnego kontaktu elektrycznego eliminuje całkowicie ryzyko występowania szumów szmerowych, o których wspominałem już wcześniej. Szumy tego typu mogą się pojawić w przypadku lamp o anodach w wersji grafitowej (aczkolwiek nie mam tutaj na myśli grafitowych GM-70!). Taka sytuacja staje się prawdopodobna najczęściej jako rezultat złych warunków transportu, czyli sytuacji, gdy lampy z grafitową anodą są poddawane szkodliwym udarom bądź wibracjom. W takich przypadkach może dojść do obluzowania zaciskowego (tylko takie jest możliwe) połączenia elektrycznego pomiędzy prętami wsporczymi a korpusem anody.

GM70 w wersji z anodą miedzianą cechuje się tym, iż anoda jest normalnie przyspawana do słupków wsporczych. Słupki są najprawdopodobniej wykonane z wytrzymałego molibdenu. Miedzianą wersję anody w lampie GM70 można łatwo poznać po specyficznych bocznych skrzydełkach, które służą jako dodatkowe radiatory, dodatkowa powierzchnia, która ma za zadanie wypromieniować nadmiar ciepła na zewnątrz korpusu lampy. Podstawowa idea takiego kształtu anody została zapożyczona z konstrukcji lampy firmy Western Electric 300B, który ma jedno takie żebro chłodzące po każdej stronie, z racji na specyfikę jej konstrukcji. Natomiast lampa GM70 posiada jeszcze dwie takie dodatkowe “fałdy” po każdej stronie anody, które stanowią dodatkową powierzchnię chłodzącą. Jako że miedź jest doskonałym przewodnikiem, zarówno prądu elektrycznego, jak i ciepła, śmiało można uznać, iż jest to niezwykle udany projekt konstrukcji wnętrza tej lampy.

Jeśli natomiast chodzi o siatkę sterującą, to jest ona nawinięta na nieco miększych prętach podtrzymujących, wykonanych najprawdopodobniej z niklu.

Z kolei gettery, czyli strefy odpowiedzialne za odgazowanie lampy, utrzymanie wysokiej jakości próżni znajdującej się we wnętrzu lampy oraz wychwytywanie, unieszkodliwianie ewentualnych jonów gazu, które mogłyby się z czasem w jej wnętrzu pojawić, są wykonane na bazie cyrkonu.

Zniewalające brzmienie

Gdybym miał opisać charakterystyczne brzmienie tej Królowej Lamp, to użyłbym krótkiej frazy, w której zawarte jest w zasadzie wszystko: Aksamitne brzmienie. GM-70 cechuje się specyficzną gładkością przekazu. Trudno jest słowami opisywać efemeryczne, czasem może wręcz subiektywne odczucia odsłuchowe. Jednak słowa “aksamit”, bądź “gładkość” raczej dobrze pasują do tego, co nie tylko moje własne uszy słyszą. Gdyby zapytać profesjonalnego muzyka, jaka jest jego percepcja tego brzmienia, zapewne użyłby słownictwa nieco bardziej branżowego. Użyłby słowa: “Legato”. Zakładam przy tym, że lampa GM-70 od strony technicznej jest ustawiona na standardowe, typowe napięcie polaryzacji, pracująca przy niewyśrubowanych warunkach prądu anodowego. Tym samym unika się nadmiernych mocy traconych na anodzie, a to z kolei pozwoli na zapewnienie jej względnie długiego żywota i długiej, bezproblemowej eksploatacji. W takich warunkach, przy takich nastawach, muzyka płynąca z tej lampy ma w sobie właśnie coś z ‘legato’, czyli z gładzi. Płynie gładko, dźwięcznie, bez jakichkolwiek przerw między nutami, niczym ręka płynąca po aksamitnej tkaninie. Pianiści, w celu osiągnięcia efektu legato, często posługują się jednym pedałów fortepianu, aby uzyskać ten efekt. Pedał odgrywa dużą rolę przy tworzeniu muzycznej percepcji legato. A w przypadku pianistów, którzy cechują się nieco mniejszymi dłońmi i krótkimi palcami, to stosowanie tego pedału jest wręcz niezbędne. A zatem: jeśli grali Państwo kiedykolwiek na fortepianie, czy pianinie, to już dokładnie wiecie, o co chodzi.

Skoro już mowa o brzmieniu, to nie sposób wspomnieć, iż GM-70 istnieją w dwóch wersjach, a mianowicie w wersji z anodą miedzianą, bądź też grafitową. Te miedziane wydają się, przynajmniej jak dla mnie, nieco ciekawsze, a to z racji na to, iż lepiej prezentują wszelkie wokale, czy to kobiece, czy męskie. Miedź wydaje się też nadawać nieco poprawniejszą fakturę tym głosom, co może zwiększać poczucie namacalnego realizmu. Dłuższe słuchanie GM-70 w wersji z miedzianą anodą sprawia, iż wydają się one o te małe ciut ciut bardziej muzykalne, nieco bardziej jaskrawe. Jest to oczywiście wrażenie bardzo ulotne i subiektywne.

Dla porównania, grafitowe – też grają całkiem sympatycznie. Nawet nie jest to kwestia, że są trochę mniej jasne, czy tępe. Po prostu nieco inną faktura brzmienia na średnicy. Grafitowe za to mają z kolei tę zaletę, że wydają się być czasami nieco szybsze w natarciu, gdy mamy do czynienia z bardzo dynamicznym materiałem muzycznym. Trudno tutaj jest typować jednoznacznego faworyta, gdyż jest to kwestia odczuć i subiektywnego postrzegania. Ja się wpisuję do klubu zwolenników miedzi, ale grafitem – również nie pogardzę.

Tak czy inaczej, każda z tych wersji pozostanie w znacznym stopniu uwodzicielska i ciepła, zapewniając szybkość, zogniskowane obrazowanie i tą jakże specyficzną atmosferę.

Przykładowa realizacja techniczna

Oczywiście, istnieje wiele sposobów na skonstruowanie wzmacniacza SET na GM-70. Możliwych schematów jest do wyboru i do koloru w internecie. Tylko brać i wybierać. Niektóre z nich są bardziej trafione, niektóre mniej, a jeszcze inne wręcz chybione.

Z takich moich ulubionych to jest na przykład rosyjski projekt, który można znaleźć pod hasłem:

“ONGAKU – Nasza Odpowiedź”. To jest bardzo ciekawa i intrygująca konstrukcja, autorstwa mistrzów świata cyrylicy, cechująca się między innymi jednym pojedynczym kondensatorem sprzęgającym w całym torze.

Inna ciekawa konstrukcja, to niegdyś opublikowana przez Pana Maciej Parvi. Konstruktor z Polski, z zamiłowania audiofil oraz hobbista elektronik. Był na tyle uprzejmy, że podzielił się niegdyś ze społecznością DIY swoim projektem, który nadal jest (na moment pisania niniejszego artykułu) udostępniany wszelkim majsterkowiczom, o ile chcą realizować podobną konstrukcję na swoje własne potrzeby i nie zamierzają tego projektu wykorzystywać dla celów komercyjnych czy zarobkowych.

http://diytriode.republika.pl/gm70_EML20B.GIF

http://diytriode.republika.pl/gm70_10Y_gridchoke.GIF

http://diytriode.republika.pl/gm70_5687.gif

W internecie jest też dostępna, już od dawien dawna, pewna historyczna konstrukcja, wczesny projekt Pana Łukasza LampizatOra Fikusa. Widziałem ją ostatnio. Wciąż jest dostępna na jego “starej” stronie internetowej, dostępna jako wpis na blogu, z czasów, kiedy Pan Fikus sam jeszcze był osobą należącą do kręgów DIY i jeszcze nie prowadził działalności komercyjnej w segmencie audio. Pomimo iż ten projekt jest nieco stary i leciwy, to jednak jest to konstrukcja jak najbardziej poprawna, a zatem godna polecenia początkującym majsterkowiczom (ze skłonnościami samobójczymi?), którzy mieliby ochotę poznać zapach lutowania, kalafonii, oraz rasowy dźwięk, brzmienie czystej satysfakcji, która łechce ich własne ego, gdy z sukcesem zbudują i uruchomią swój własny projekt DIY na bazie lampy GM-70.

Warto może wspomnieć, iż obecnie Pan Fikus jest przedsiębiorcą który prowadzi poważną firmę audio, znaną manufakturę produkującą najwyższej klasy sprzęt audio, absolutny hiend, a jego marka “LampizatOr” jest znana i rozpoznawana na całym świecie. Ludzie płacą ciężkie pieniądze za jego wyroby.

Ty natomiast, szanowny czytelniku, budując ten jego “wczesny”, czy raczej zamierzchły projekt DIY, który o dziwo – wciąż jest upubliczniony i udostępniany, masz szansę samodzielnie dotknąć, pomacać, powąchać, a przede wszystkim POSŁUCHAĆ skromnej namiastki raju, jaka jest obecnie dostępna do kupienia, pod marką “LampizatOr”, pod postacią monobloków. Monobloków właśnie na bazie lampy GM-70.

Oczywiście świat poszedł do przodu, a LampizatOr – wraz z nim. Komercyjna wersja monobloków GM-70 jest o lata świetlne wyższej jakości jak ten zamierzchły, opublikowany projekt DIY.

Owszem, niektórzy uważają Pana Fikusa za postać kontrowersyjną. Jego współczesne konstrukcje są unikalne w skali światowej i zdecydowanie nie podążają za głównym nurtem. Nie znajdziecie w nim nic z konformistycznego “Go with the flow”, czyli płynięcia tam, gdzie płyną wszyscy inni. Jest indywidualistą, który dokładnie wie, jakiego brzmienia poszukuje, jaki poziom transparentności i realizmu zamierza osiągnąć, jakimi metodami ten cel osiągnie, a z tego co widać ostatnimi czasy – jedzie jak czołg w kierunku realizacji swoich celów, w kierunku sukcesu w skali międzynarodowej oraz nic go nie jest w stanie przed tym powstrzymać.

Natomiast jedno jest pewne: jego zasługi dla polskiego świata DIY Audio są nie do przecenienia. Całe pokolenie majsterkowiczów-żółtodziobów nauczyło się wkładać wtyczkę lutownicy do kontaktu. Właśnie dzięki niemu. To jest jego zasługa i nikt mu tego honoru nie odbierze. Ave Fikus !

No dobra, my tu gadu gadu, a dziewczynki (lampy bezpośrednio żarzone) stygną. Wracając do przykładowej architektura wzmacniacza: może być tak nieskomplikowana, jak jeden z przytoczonych wcześniej internetowych, gotowych i sprawdzonych, poprawnie działających projektów, a składający się zasadniczo z trzech stopni:

Wejściowego, np. na lampce 12SN7GTA lub B, stanowiącej podwójną triodę, która jest również dostępna z żarnikiem w wersji na 12V, znana jako 6SN7. Sknery. czy też zwolenników zaciskania pasa, odsyłam w tym miejscu do bliskiego radzieckiego odpowiednika, jakim jest np. lampa 6n8s. Dostępna za przysłowiowe grosze. W tym miejscu należy przypomnieć znany slogan reklamowy, że “prawie – robi wielką różnicę”. Ale dla niektórych to “prawie” to i tak zagra bajecznie cudownie. Niektórzy wręcz będą zachwyceni, że w ogóle coś im zagrało (w sensie, że nie wybuchło …). Alternatywnie, w charakterze stopnia wejściowego można również rozważać lampę 6n2p.

Jako stopień driverów można sobie wyobrazić jedną z wielu dostępnych pentod wysokonapięciowych, ot choćby na przykład rodem z tych starych telewizorów lampowych, które wymagały mocnej pentody wysokonapięciowej, a były one niezbędne w blokach odchylania poziomego. Przy zapewnieniu galwanicznego sprzęgu pomiędzy stopniem wejściowym a stopniem driver’a, istnieje realna możliwość wykpić się w ramach naszej konstrukcji z jednym pojedynczym kondensatorem sprzęgającym. Przynajmniej jeśli chodzi o ścieżkę “bezpośredniego sygnału”. Można też rozważać zwyczajną lampę klasy 6AU5 lub dowolną inną lampę o nieco większej wydolności prądowej i odporności napięciowej, aby zapewnić siatce lampy GM-70 odpowiednią amplitudę sygnału sterującego oraz odpowiednią wydolność prądową, aby szybko i sprawnie przeładowywać pojemność siatki. Tutaj na myśl przychodzą takie kandydatki, jak 6n30p lub 6n6p.

Oczywiście, oprócz ścieżki “sygnału” są też do rozważenia różne dodatkowe opcje. Ot, choćby układ miękkiego startu, który pozwoli na łagodne rozgrzewanie włókien żarników, jeszcze przed podaniem napięcia anodowego. Przy nominalnym napięciu anodowym rzędu np. 1000V, należy się dwa razy zastanowić, zanim się włoży rękę z sondą pomiarową do wnętrza podłączonego wzmacniacza. Prąd anodowy lampy mocy powinien być z możliwością jego regulacji, a optymalna nastawa będzie gdzieś w okolicach około 80 mA.

Aha, wydawać by się mogło, że tych stopni, tudzież elementów na pokładzie jest całkiem niewiele. Ale warto pamiętać, że niektóre z tych elementów są całkiem gabarytowe i całkiem ciężkie, jak chociażby transformator głośnikowy, dławiki, transformator zasilający, czy niektóre rodzaje “lepszych” kondensatorów. A to wszystko się sumuje, dając w rezultacie konkretne kilogramy. Warto zatem poważnie rozważyć, czy nie pójść ścieżką aka dwa monobloki. Po prostu lepiej jest przenosić potem dwa monobloki, ważące np. 20 kg każdy, zamiast jednej “Integry stereo”, ważącej 50 kg. Nie każdy kręgosłup to wytrzyma.

Wiem, że niektórzy są bardzo sceptycznie nastawieni do koncepcji budowania sobie wzmacniacza samodzielnie, metodą DIY, czyli metodą majsterkowicza. Uważam jednak, że to jest bardzo ciekawa i godna rozważenia alternatywa, bo pozwala uzyskać bardzo satysfakcjonujące brzmienie za ułamek ceny, jaką by trzeba było zapłacić w przypadku produktu komercyjnego. Co więcej, złożoność architektoniczna układów lampowych jest nieporównywalnie mniejsza jak w przypadku konstrukcji tranzystorowych. Dlatego też spora grupa ludzi, nawet nie mająca zbyt wielkiego doświadczenia, jest w stanie skutecznie złożyć sobie lampowy wzmacniacz we własnym zakresie. Poza tym, mniejsza ilość podzespołów w tego typu konstrukcjach powoduje, iż względnie trudniej jest popełnić błąd montażowy. A zatem prawdopodobieństwo odniesienia lampowego sukcesu, nawet przez “żółtodzioba” jest wbrew pozorom zdecydowanie większe, jak w przypadku analogicznego podejścia wobec konstrukcji tranzystorowych. Warto też pamiętać, że dość łatwo jest uzyskać efekt dobrze brzmiącego wzmacniacza lampowego, o ile nie popełni się jakichś kardynalnych błędów przy montażu. Z kolei nawet zupełnie “poprawnie” zmontowany czy zbudowany wzmacniacz tranzystorowy może po prostu nie zaśpiewać, z racji chociażby na złożoność układową, różne metody prowadzenia ścieżek, połączeń, masy, itp., oraz wiążącą się z tym mnogością możliwych scenariuszy, przy których można popełnić błąd.

Ujemne Sprzężenie Zwrotne w kontekście SET na GM-70

Odrębną kwestią jest sprawa stosowania, a raczej nie stosowania ujemnego globalnego sprzężenia zwrotnego. Przy konstrukcjach SET – po prostu tego się raczej nie praktykuje. Warto jednak pamiętać, iż nie ma darmowych obiadów. Bezpośredniość i namacalność przekazu, tak typowa i charakterystyczna dl układów pozbawionych jakiegokolwiek sprzężenia zwrotnego, okupiona będzie ceną.

Tą ceną będzie wyższa impedancja wyjściowa wzmacniacza. Nie należy tego mylić z wartościami odczepów impedancji na transformatorze, gdyż to są zupełnie dwie różne i odrębne sprawy.

W przypadku wzmacniacza bez sprzężenia zwrotnego, bazującego na GM-70, ta impedancja wyniesie wyjściowa wynikowego wzmacniacza wyniesie około dwa Ohmy.

Ten parametr będzie w dość istotny ograniczał możliwości wzmacniacza. W szczególności w kontekście kontroli nad przenoszeniem twardego, szybkiego, autorytatywnego basu. Parametr ten ogranicza wartość współczynnika tłumienności DF wzmacniacza (Damping Factor), a to z kolei może w istotny sposób wpłynąć na pasmo przenoszenia zestawu głośnikowego, w szczególności w przypadku zestawu cechującego się bardzo nierównomiernym przebiegiem krzywej impedancji w funkcji częstotliwości.

Typowym jest, iż krzywe impedancji poszczególnych zestawów głośnikowych pochodzących od różnych producentów znacznie różnią się między sobą. a częstokroć wartość minimalna impedancji takiego zestawu różni się od wartości maksymalnej impedancji obserwowanej w innym zakresie jego pasma przenoszenia o czynnik nawet rzędu kilkuset procent. W przypadku niektórych zestawów głośników elektrostatycznych ta relacja jest jeszcze gorsza, ze współczynnikiem zmienności nawet rzędu 3000%, a to dlatego, że przy najwyższych częstotliwościach impedancja takich zestawów spada nawet do poziomu 1 oma .

Z racji na okoliczność, iż impedancja wyjściowa wzmacniacza działa jako dzielnik napięcia, połączona szeregowo z impedancją samego zestawu głośnikowego, powoduje tym samym zmniejszenie wydajności w zakresie przenoszenia wybranych podzakresów pasma częstotliwości. To zjawisko jest tym bardziej dotkliwe, im bardziej impedancja głośnika zbliża się do impedancji wyjściowej wzmacniacza.

Moja rada jest zatem taka, aby wzmacniaczy bazujących na GM-70, wykorzystujących architekturę SET, nie kompletować z zestawami głośnikowymi, których impedancja spada w sposób istotny poniżej 4 Ohmów.

Kwestia podstawek pod GM-70

Nasze rozważania w temacie Królowej Lamp nie byłyby kompletne, gdybyśmy nie zajrzeli do jej tronu. Czytaj: podstawki. A zaiste, jest tutaj potencjał na potencjalne problemy. Problemy związane z wysokim potencjałem napięć, a raczej różnice tych potencjałów, jakie występują na poszczególnych pinach podstawki. Skądinąd wiadomo, że brud, w połączeniu z kurzem, w połączeniu z wilgocią zawartą w powietrzu, w połączeniu z wysoką temperaturą, a do tego wszystkiego wysokie napięcie pomiędzy sąsiadującymi pinami, to jest wypadek, który ino czeka, aby się wydarzyć.

Tego typu wypadki są o wiele częstsze w przypadku podstawek ceramicznych. Owszem, te chińskie, z pozłacanymi stykami, mogą się wydawać wspaniałą okazją. Ba! mogą się nawet wydawać bardzo sensowne. Problem ino tkwi w tym, że te podstawki są wspaniałe – tak długo, dopóki są czyste. Z czasem jednak, a jest to nieuniknione, zbiera się na nich kurz, tudzież inne brudy. W niekorzystnych warunkach, te zanieczyszczenia mogą spowodować powstanie ścieżki po której przeskoczy iskra wyładowania wysokiego napięcia. Tym bardziej prawdopodobne, im wyższymi napięciami operujemy. Częstokroć też zdarza się tak, iż po kilkukrotnej wymianie lampy w takiej podstawce, piny zaczynają się luzować, a styk staje się niepewny. Dlatego też, jeśli poważnie rozważacie budowę takiego SET’a, a jakość i bezpieczeństwo nie są Wam obojętne, warto rozważyć znacznie bardziej kosztowne, acz o wiele bardziej niezawodne podstawki wykonywane na bazie teflonu. Takie wysokiej jakości podstawki, z precyzyjnie maszynowo obrabianymi stykami, oraz z izolacyjną podstawą wykonaną z gładkiego, odpornego na wysokie napięcia teflonu, przyczynią się do lepszego przenoszenia basu, polepszy się dynamika, a tony średnie nabiorą konturów i ostrości.

Rodzaj kolumn głośnikowych a dźwięk z lampy GM-70

Wzmacniacze SET na bazie GM-70 to jest pod względem testów odsłuchowych dość niejednoznaczna, a w każdym bądź razie dość złożona sprawa. Aby wyrobić sobie uczciwą i obiektywną ocenę co do prawdziwych możliwości i ograniczeń, jakim podlegają tego typu konstrukcje, to najlepiej by było przyjąć na testy taki zestaw przynajmniej na kilka tygodni, oraz przesłuchać go gruntownie w wielu kontekstach, w wielu konfiguracjach, a już na pewno z wieloma różnymi rodzajami zestawów głośnikowych.

Brzmienie SET na GM-70, nawet tego najpoprawniej wykonanego, to opowieść o skomplikowanych i złożonych interakcjach pomiędzy wzmacniaczem a głośnikiem, a to znakomicie utrudnia dokonanie prostej oceny brzmienia. Bo tak naprawdę, to przesłuchania jakiegokolwiek wzmacniacza cechującego się wysoką impedancją wyjściową, czyli o niskim współczynniku tłumienności DF, to nie jest taka prosta sprawa, albowiem zarówno balans tonalny, pasmo przenoszenia, jak i jakość basów i stopień ich kontroli są bardzo uzależnione od charakteru obciążenia.

Ale po kolei. Spróbujcie podłączyć do zestawu zwyczajny zestaw bazujący na przetworniku o wysokiej skuteczności, zamocowanym w obudowie typu otwarta przegroda (Open Baffle). GM-70 Was po prostu oczaruje. Trudno będzie opisać precyzję obrazowania sceny dźwiękowej. Poczucie przestrzeni będzie bardzo przekonujące. Kontury obrazu będą namacalnie naszkicowane, niczym wyryte ostrym dłutem w ramach sceny dźwiękowej. Napędzając takie obciążenie, GM-70 bez większego problemu stanie się mistrzem iluzji przestrzennej, a to bez większego wysiłku. Tak jak zazwyczaj zamykacie oczy, aby cokolwiek “zobaczyć”, tak teraz to będzie widoczne bez wysilania pokładów fantazji.

Zazwyczaj, gdy słuchamy z zamkniętymi oczami i próbujemy zlokalizować kontury instrumentów, to jest wyczuwany pewien niedosyt, pewien rezydualny, szczątkowy brak precyzji przestrzennej, niedookreśloność, niczym w teorii Max’a Planck’a. Ten brak krawędzi, brak konturów, zazwyczaj odwraca uwagę i utrudnia odczuwanie pełnej iluzji.

W przypadku GM-70, ten kontur obrazu będzie jednak wyglądał niczym zbudowany z cegły. Szerokość dźwiękowa i głębokość perspektywy będą dobrze rozbudowane, z należytą głębią oraz z licznymi, dobrze rozbudowanymi warstwami w ramach tej głębii obrazowania, a w przypadku nagrań realizowanych w warunkach naturalnych, rozmiar i przestrzeń sali będzie wyraźnie przekazana.

GM-70 ma tą sympatyczną cechę, iż wszelkie tekstury harmoniczne tonów średnich, jak chociażby wokale, będą uwodzicielskie i słodko brzmiące. Ale proszę się nie dać zwieść niniejszemu opisowi. To nie jest ta słodycz słabego wzmacniacza SET z czasów mojego Dziadka. W przypadku wielu wzmacniaczy SET obserwujemy zawężenie pasma energii, w miarę jak próbują one osiągnąć i przekroczyć granicę przynajmniej 20 kHz patrząc od górnej strony pasma akustycznego. W wyniku tego tekstura dźwięku zaczyna być zbyt płynna i miękka, a wszelkie nagłe natarcia stają się nieco rozmyte i misiowate.

Jako że prąd polaryzacji DC lampy przepływa jednocześnie przez pierwotne uzwojenie transformatora głośnikowego, co jest fundamentalną cechą każdego zestawu SET, stosuje się specjalne techniki szczelinowania rdzenia, wprowadzając cienką szczelinę powietrzną, która ma zapobiegać magnetycznemu nasycaniu się rdzenia. Jednakże pokłosiem tej techniki jest skutek, iż pasmo kończy się dużo niżej jak w przypadku podobnych konstrukcji, ale bazujących na architekturze Push-Pull. w których można się obejść bez szczeliny powietrznej, z racji na możliwość praktycznie całkowitego skompensowania składowych stałych płynących przez każdą połówkę uzwojenia pierwotnego.

Pomimo tych naturalnych ograniczeń, jakie obowiązują w przypadku architektury SET, o dziwo, lampa GM70 cechuje się szybkością ataku oraz kontrolą, które pozwala jej rywalizować z odpowiednikami realizowanymi w architekturze push-pull.

Balans tonalny, jaki prezentuje, jest w pełni ucieleśniony, oferując szczyptę tego vintage brzmienia.

Bez wątpienia obecność parzystych harmonicznych przyczynia się do postrzegania nieco pełniejszej, bardziej sytej tekstury tonu. To właśnie struktura sygnatury częstotliwości harmonicznych tej rosyjskiej lampy jest zapewne odpowiedzialna za tak niesamowity autorytet, jaki bije z tego typu konstrukcji.

Ci, którzy obcują głównie z konstrukcjami na bazie skądinąd wątłej lampie 300B mogą być po części skrzywieni w swoich percepcjach, gdyż dźwięk tej znacznie słabszej lampy zmierza w kierunku ucywilizowanego i wyrafinowanego, a to może doprowadzić kogoś, kto jest eksponowany wyłącznie na SET rodem z 300B do światopoglądu, że wszechświat SET brzmi mniej więcej w taki właśnie podobny sposób. Nic bardziej błędnego. Dźwięk GM70 będzie nie tylko wyrafinowany, ale również dynamiczny, mocny, autorytarny, a nawet nieco pogrubiony. Mikro-dynamika będzie bez najmniejszych problemów docierała do słuchacza prawie bez wysiłku, w taki sposób, że muzyka nie tyle płynie, co napiera i odpuszcza z niezwykle przekonującym dynamizmem, przy wszechobecnej aurze dramatu.

A pomimo swojej skromnej mocy znamionowej, konstrukcja SET na bazie GM-70 będzie płynnie przełączała biegi i przechodziła z partii cichych do partii bardzo głośnych bez najmniejszego zająknięcia, niczym samochód o autentycznie dużej rezerwie mocy w silniku, który ma odejście z goła inne, jak w przypadku przeciętnego silnika posiłkującego się turbiną doładowania, która z czasem, po chwili, wykrzesa jakieś dodatkowe rezerwy mocy, które jednak nie są natychmiastowo dyspozycyjne. Jeśli chodzicie czasem do kina, to nasuwa się następujące porównanie: różnica pomiędzy SET na GM-70 a ‘pozostałymi’ alternatywami SET jest taka, jak różnice pomiędzy filmem “Szybcy i Wściekli” a “Lepiej Późno niż Później”.

Najniższy kraniec pasma: basy

Jedyną kontrowersyjną sprawą, jaka może budzić zastrzeżenia, szczególnie zaś u osób z rodowodem Push-Pull, lub zgoła fanów brzmienia tranzystorowego, to jest kwestia basów. Tak najogólniej, to linia basowa brzmi jak nieco niedotłumiona, trochę wymykająca się z pod kontroli. Brakuje jej odpowiedniej sztywności i definicji. Jest to natuialna konsekwencja, czy też produkt uboczny, samej architektury SET, która cechuje się wysoką impedancją wyjściową, czyli niskim wsółczynnikiem tłumienia DF.

O ile GM-70 jest w stanie wykrzesać mnóstwo magii z zestawów, które nie mają jakiegoś istotnego dołka w charakterystyce impedancji, czyli nie stanowią tzw. “trudnego obciążenia”, to może się też zdarzyć tak, że GM-70 nie zapanuje i nie wytłumi odpowiednio skutecznie jakiegoś ekstremalnie trudnego zestawu głośnikowego, cechującego się dołkiem impedancji nurkującym poniżej czterech Ohmów, jak to bywa w przypadku niektórych przetworników niskotonowych o bardzo dużej średnicy.

Biorąc nawet jednak pod uwagę wszelkie niedoskonałości konstrukcji SET na bazie GM-70, to jest mimo wszystko realna szansa, że będziecie zauroczeni i zachwyceni jej brzmieniem. Być może w stopniu który uzasadni budowę bądź zakup własnego zestawu tego typu.

Monitory

No dobrze, a jak wygląda sprawa współpracy GM-70 SET w konfiguracji z mini monitorami bliskiego pola? Tego typu skrzyneczki mają szansę zaprezentować się absolutnie doskonale, gdy są napędzane z monobloków na bazie rosyjskiej lampy. Czystość średnicy będzie miała charakter prawie elektrostatyczny, z ostro naszkicowaną przestrzenią i teksturą, oraz z ponadprzeciętną zdolnością do wychwytywania wszelkich mikro-detali i smaczków wszelakich, ukrytych w najniższych poziomach zmian sygnału. Harmoniczne będą przepojone satysfakcjonującym ciepłem i naturalną wyrazistością. A nade wszystko będzie dominowało uczucie wszechobecnej gładkości. Niczym Beethoven, który zstąpił ze świata duchów, aby przejąć kontrolę nad makro dynamiką sesji odsłuchowej, podczas gdy Mozart prezentuje jej kunszt w zakresie mikro-dynamiki. Jeśli chodzi o linię basową – to owszem, ona będzie istniała, co w przypadku niejednego SET będzie już sukcesem samo w sobie. GM będzie w stanie nawet w miarę prawidłowo te basy obrazować, będą one obecne. Będą nawet trącić znaczną dozą autorytetu. A ino mogą być nieco miększe, jak w przypadku alternatywnych konstrukcji typu PP.

Elektrostaty

No dobrze, a jak się to wszystko ma do kolumn typu elektrostaty? Co do zasady, elektrostaty stanowią bardzo trudne obciążenie, a to z racji na drastyczny spadek ich impedancji na górnym krańcu pasma, gdzie zbliżają się wręcz zawrotnie blisko do stanu praktycznie całkowitego zwarcia. No, … prawie, ale impedancja rzędu 1,5 Ohma na górnym krańcu pasma może spowodować, że nie tylko wzmacniacz poczuje się niekomfortowo. Mam na myśli własną gęsią skórkę, jakiej dostaję na samą myśl o tego typu charakterystyce obciążenia. Trzeba zdecydowanie i z całą mocą to powiedzieć:

Elektrostaty będą najprawdopodobniej bardzo złym wyborem, jako konfiguracja która ma współpracować ze wzmacniaczem typu SET.

Owszem, w przypadku skądinąd mocnej lampy GM-70, to daje się jeszcze odnaleźć pierwiastek magii w paśmie średnicy, ale krańce pasma będą poddane bardzo ciężkiej próbie. Przy tak niskim współczynniku tłumienności impedancji wyjściowego wzmacniacza typu SET, pracującego w warunkach bez sprzężenia zwrotnego, przebieg charakterystyki impedancji elektrostatów spowoduje, iż odpowiedź częstotliwościowa tak zestawionego toru będzie się cechowała bardzo mizerną i zwiotczałą odpowiedzą na skrajach pasma, zarówno na krańcu basowym, jak i tym najwyższych częstotliwości. Osłabienie tych krańców, z racji na tworzący się “dzielnik napięcia” pomiędzy impedancją wyjściową wzmacniacza a impedancją elektrostatów w danym podzakresie pasma, może nawet sięgać kilku pełnych decybeli

Podobne przypadłości będziemy mogli zaobserwować, gdy do wzmacniacza SET na bazie GM-70 podłączymy prądożerne zestawy głośniowe o bardzo niskiej efektywności. Dewiacje charakterystyki przenoszenia pasma będą w prostej linii odzwierciedleniem przebiegu charakterystyki impedancji samego zestawu głośnikowego. Odchyłki te będą zauważalne, a być może nawet irytujące.

Konkluzje

Ze względu na niski współczynnik tłumienia, czyli innymi słowy względnie wysoką wyjściową impedancję własną, SET na bazie lampy GM- 0 będzie daleki od ideału, rozumianego jako wzmacniacz “uniwersalny”.

Aby sprawiedliwości stało się zadość, ten sam problem będzie wracał jak mantra przy każdej jednej konstrukcji typu SET, a to z racji na okoliczność, iż jest to ich wspólny problem, wynikający z fundamentalnych technicznych ograniczeń będących pokłosiem decydowania się na tego typu architekturę.

GM70 wydaje się prawdziwie rozwijać skrzydła i przybliżać nas do dźwiękowej magii, a czasem nawet ekstazy, gdy jest sparowana z obciążeniami o raczej wysokiej impedancji, bez krytycznych dołków w przebiegu charakterystyki impedancji, zestawów o umiarkowanej bądź wręcz wysokiej efektywności.

Aby zapewnić sobie należyty poziom ochrony dla inwestycji, na jaką być może zechcecie się niebawem decydować, jest absolutnie kluczowym, aby przesłuchać dany wzmacniacz SET z potencjalnym obciążeniem, które w Waszym zamierzeniu miałoby zostać z nim sparowane, a to dla zweryfikowania poprawności dopasowania, dla zapewnienia zgodności.

Zabawa ta będzie niczym ruletka, jako że szala losu może się odchylić w każdą możliwą stronę. Czy to w kierunku dźwiękowej rozkoszy, będącej rezultatem synergicznego sprzęgu pomiędzy GM-70 a “poprawnym” obciążeniem, aż po frustrację i całkowite rozczarowanie, z jakim możemy mieć do czynienia w sytuacji braku takiej zgodności.

Jeśli natomiast dobór konfiguracji pozwoli, aby lampa GM-70 pracowała w zakresie swojej strefy komfortu, to SET na bazie GM-70 będzie emanował wyrafinowaniem, aksamitem, łagodnością, a zarazem autorytetem. Będzie to brzmienie w stylu legato, aczkolwiek nie pozbawione pazura walecznego obrazowania, a to wszystko razem – po prostu wrażenie oszałamiające. Prawidłowo wykonana konstrukcja, w której szczególnie starannie zostanie wykonany transformator głośnikowy, będzie cechowała się pasmem przenoszenia, które jest wystarczające ku temu, aby przekazać dramatyzm stanów nieustalonych, szybkości i dynamiki w materiale muzycznym, utrzymując wysoki poziom realizmu przekazu. Znane są realizacje transformatorów głośnikowych, w których bez większego problemu osiąga się górny kraniec pasma na pułapie rzędu 50 kHz.

SET w samej swojej naturze cechował się będzie swoistą sygnaturą i barwą parzystych harmonicznych, co jednak wcale nie będzie go ograniczało w zakresie zachowania żywiołowości i dynamizmu w przedstawianiu mikro-detali i niuansów.

Zaiste, podobnie jak w przypadku wszelkich innych konstrukcji typu SET, tak również SET na bazie GM-70 będzie narzucał swoją specyficzną sygnaturę, czy osobowość. Ale to jest imponująca osobowość.

Pozdrawiam,

Ziggy.

Permanent link to this article: http://hiend-audio.com/2015/11/04/najjasniejsza-krolowa-gm-70/